środa, 25 stycznia 2012

Redefinicja potrzeb: dzieci



Z 64m zrobimy zaraz 70m czary-mary (ciajimaji mamuniu maluta tochana!)

Odpowiedź na pytanie o model naszej rodziny staje się kluczem do podjęcia decyzji o wyburzaniu ścian. Jak żyjemy? Co jest dla nas ważne?
My jesteśmy ważni. Najważniejsi.

Duży pokój dla dzieci, jasny i balkonowy, żebyśmy mogli się w nim wszyscy kotłować.
A one uczyć współpracy. Więc łączymy dwie klitki w jedną duża i piękną przestrzeń. Chcecie tak?
Tat! Tak! My się tak kochamy, mamusiu maluta, Jalja miła i Pato miły. Ja nie chcę bez Pato. Pato bez Jalji nie diała. Jaljusia miła miła. Pa-aato! Mamo, ona mnie gryzie!
No tak. Redefinicja przestrzeni rozwoju.

W dizajnerskich gazetach, które dostałam od A. dzieci nie istnieją. Są ukryte w jakichś pokoikach, szafach, wstydliwe upchnięte we wnęki z tymi swoimi gratami, malowniczymi ale chaotycznymi piłkami, klockami i autkami bez kół. Występują jako smugi na zdjęciach. Są przez architektów odsyłane na piętra, antresole wraz z podniszczonymi książkami i spajdermanem z urwaną główką.
Pobieżny galop przez sklepy meblarskie online. Albo koszmary designu w seksistowskich zestawach kolorystycznych albo design koszmarnie drogi w pięknych fakturach i kolorach. Albo Ikea. Albo self-made.
Przeglądamy wspólnie gazety. Fotel z naszytymi różami z jedwabiu. Fioletowa ściana w kropki. Lampa z kryształków w kolorach tęczy.

Mamo, łóżko piętrowe! Mamo bo Ola ma! Mamo mamo! Nooo może być białe. Tat bałe białe i jułte i peppapig i cijwone.
Rozwój horyzontalno-wertykalny. Pełny. Wartościowy.
Matko, słuchaj swoich dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz