Myślę, że zamiast mieszkać razem przed ewentualnym ślubem Młoda Para powinna dostać coś do remontu, jakiś lofcik albo starą kamienicę. I albo przetrwa albo nie, ta Para. Albo się nauczy czyja racja jest najmojsza albo żegnaj gienia, kto inny będzie rozwieszał twoje skarpety na suszarce.
Młode Pary lubią szaleć. Magentowa łazienka. Fioletowe szafki w białe kropki. Lustra. Mają fantazję i czas. Po wielokroć odwiedzają sklepy, pożyczają płytki i panele, by dobrać je idealnie pod kolor framug i foteli. Przemierzają kilometry w poszukiwaniu tej jednej, idealnej sofy. Spierają się nad kształtem klamek, uroczo przekomarzają z głową w zmywarce, czule obejmują głaszcząc gres szkliwiony.
Stare Pary mają oczywiście dużo, dużo lepiej. To nie jest ich pierwszy remont, o nie. Ani nawet drugi. Nikt tu czule gresu już nie głaszcze, wybiera w ciemno jakiś pierwszy lepszy o kolorze zbliżonym do koloru tych starych spodni, co się je wyrzuciło w zeszłym miesiącu bo się rozlazły.
One znają swoje przyzwyczajenia. Wieszanie skarpet i odkurzanie zostało już uzgodnione. Ścieżki są przetare i nikt im nie wmówi, że biały puszysty dywan to jest to. Kurz i roztocza, ot co!
Stare Pary są też nudnawe. Kolory jakieś szarawe, mniej luster bo grawitacja i lody czekoladowe z piwem. Książki im się piętrzą w stosach, stare płyty bezczelnie wylewają z pudełek. Misie i klocki stanowią dominujący element wystroju wnętrza, które trzeba raczej uspokajać niż elektryzować. Brak tu złudzeń. Żadnych wyrzeczeń. Priorytety są oczywistą oczywiśtością: święty spokój.